pl en

Roslagen - 2004

20 maja byliśmy umówieni z Robertem o 8.30 u mnie pod domem. Aby wydostać się z domu musiałem skorzystać z pomocy mojej Oli. Miałem tyle sprzętu, że nie byłem w stanie sam wyjść z domu. Po zapakowaniu się do luksusowego samochodu pojechaliśmy w stronę Sopotu. W Sopocie byliśmy umówieni z moją koleżanką, u której mieliśmy zostawić samochód i która miała odwieźć nas do Gdańska na prom. Droga upłynęła bez żadnych przygód i raczej szybko. Po dotarciu do Sopotu przepakowaliśmy się do autka koleżanki i pojechaliśmy na odprawę promową. Tam spotkaliśmy i poznaliśmy się z resztą grupy, która miała jechać z nami na szkiery. W końcu nastała godzina wypłynięcia promu z portu. Droga morska była bardzo długa, bo aż 18 godzin. Przez ten czas zapoznaliśmy się z resztą grupy, byliśmy z Robertem w kinie promowym, zaliczyliśmy kilka piwek i odwiedziliśmy kasyno, w którym zresztą udało się nam wygrać parę złotych.

Następnego dnia około godziny 10.00 zaczął powoli wyłaniać się brzeg Szwecji. Moment wpłynięcia do portu Nynashamn to piękne wrażenia (wspominał mi o tym mój przyjaciel Yokozuna), Wszędzie skaliste wyspy i skalisty brzeg. Zupełnie inna linia brzegowa niż w Polsce. Po wpłynięciu do portu i wyjechaniu z promu czekaliśmy na Andrzeja Zduna i drugi bus, który miał zabrać nas na miejsce docelowe. W końcu przyjechali - Andrzej z żoną i z ekipą, która wracała z pierwszego terminu. Po krótkiej rozmowie okazało się, że nie jest za ciekawie, bo pogoda cały czas zmieniała się i było raczej zimno.

W drodze na Roslagen przejechaliśmy przez Sztokholm i kilka małych miasteczek. Po przejechaniu tzw. Drogi Trolla (nazwę wymyślił Andrzej) i po około 3 godzinach dojechaliśmy do małego porciku w Sunsveden, zostawiliśmy busa, załadowaliśmy się na kuter Szweda i wypłynęliśmy w kierunku naszej wyspy Ormon (Żmijowa Wyspa).

Krajobrazy po drodze zapierały dech w piersiach. Widok szkierów to coś wspaniałego! Wszędzie zatoki, kamienne wyspy, wysepki, trzciny, wypłycenia i wszechobecny las iglasty, który porasta kamienne podłoże. Tu aż pachnie wielkimi szczupakami!

Po dopłynięciu do naszej wyspy i naszego lokum okazało się, że warunki zamieszkania są bardzo dobre, mamy do dyspozycji wszystko, czego potrzebujemy i oczywiście bardzo dobre, duże i bezpieczne łodzie wędkarskie, wyposażone w 10-15 Km silniki.

Tego dnia było już za późno, aby wypływać w poszukiwaniu ryb, ale ja i Robert nie wytrzymaliśmy i poszliśmy na piechotę do pobliskiej zatoki trochę pospinningować.

Wieczorem (oczywiście przy piwku) odbyła się rozmowa i narada na następne dni. Po rozmowach okazało się, że jeden z uczestników wyprawy, Darek jest już tu czwarty raz, a dwóch braci po raz drugi.

Andrzej organizuje już siódmy rok wyprawy w to miejsce. Jest kilka ciekawych zasad, które wypracował przez te lata. Zasady wspólnego planowania łowienia, wspólnych rozmów, co?, jak?, gdzie i na co?, ogólnych zasad bezpieczeństwa podczas pływania po szkierach (to w końcu morze, więc o tragedię tu bardzo łatwo - można się zgubić, rozbić łódź na niebezpiecznych i wystających głazach, a także niebezpieczne fale, z którymi spotyka się pływając po głównym torze wodnym). Ciekawostką jest to, że Andrzej wymyślił, iż każdy, kto odkrył nową, ciekawą zatokę (miejscówkę) i połowi na niej dużo ryb lub jakieś okazy ma prawo do nadania jej wymyślonej przez siebie nazwy. I tak, na Roslagen są już nazwane zatoki po Polsku. Niektóre z nich to: Zatoka Oborniki, Zatoka Żoliborz, Zatoka Pedała (Gay Bay), Zatoka Macieja, Zatoka Krowie Głowy, Zatoka Lalusia, Zatoka Orłów, Zatoka Jachtowa, Zatoka Bartkowe Trzciny, Zatoka Jeziorko i wiele innych. Każda z nich ma swoją krótką historię.

Wracając do łowienia. Ja i Robert trafiliśmy chyba najlepiej gdyż cały pobyt pływaliśmy za szczupakami z Andrzejem, czyli naszym organizatorem i przewodnikiem.

Niestety pogoda spłatała nam wielkiego figla. Jak na tą porę roku było bardzo zimno. Codziennie było od 3 do 6 stopni. Niektóre noce były bardzo zimne. W dzień zazwyczaj nie było słońca, znacznie wiało i prawie codziennie padało. Zatem warunki prawie ekstremalne.

Jednego dnia przechodził tak straszny i niebezpieczny front, że nawet na sekundę nie wypłynęliśmy z naszej kei. Tego dnia rano mieliśmy już zdecydować się na wypłynięcie - pełne przygotowanie, wszystko gotowe - wołam Andrzeja i Roberta wychodząc na keję. W tym momencie podmuch wiatru był tak silny, że o mały włos nie zwiało mnie do wody. Po tym zajściu ostatecznie nikt nie miał odwagi wypłynąć. Zadecydowaliśmy, że czekamy na poprawę pogody... i tak czekaliśmy aż do wieczora ... tego dnia nie wypłynęliśmy.

Z Sześciu dni łowienia odpadł nam jeden dzień. Łowiliśmy, więc tylko pięć dni, cztery dni w złych warunkach pogodowych i jeden dzień w lepszych (nawet świeciło słońce).

Codziennie pływaliśmy od 9.00 do 21.00, z przerwą na obiad, który zawsze organizowaliśmy sobie na jakiejś wyspie, pośród szkierów (aby nie marnować czasu na spływanie do domu). Obiady przyrządzone na wyspach i zrobione na ognisku przez naszego przewodnika były wyśmienite i nie do zapomnienia. Po prostu pycha!

Z wędkarskimi wynikami było bardzo różnie, jednego dnia lepiej innego gorzej. Jedni łowili mniej, drudzy więcej - dużo zależało od odwiedzanych zatok i oczywiście od wędkarskiego szczęścia. Byli tacy, którzy złowili sporo szczupaków, ale np. największym szczupakiem jednej z osób była ryba 83 cm, a ryby dwóch innych wędkarzy nie przekroczyły 90 cm. Jednak z moich notatek wynika, że i tak wszyscy złowiliśmy sporo szczupaków w granicach 80 cm - 90 cm. Jeżeli chodzi o ilość dużych ryb to nasza łódź była nieporównywalnie najlepsza. Ja sam złowiłem 11 ryb w granicach od 80 cm do 98 cm. Przez cały pobyt nie złowiłem ani jednego niewymiarowego szczupaka. Najmniejszy złowiony przeze mnie miał 55 cm.

Przez pięć dni, w siedem osób złowiliśmy 270 wymiarowych szczupaków i kilka sporych okoni (przyłów).

[foto/] - opowiesci - Roslagen.jpg

Złowiliśmy 5 metrówek - 100 - Robert (rekord życiowy), 102 - Irek (rekord życiowy), 102 - Henio, 118 (12,5 kg) - Andrzej i 125 (18kg) - Andrzej (nowy rekord życiowy).

Najskuteczniejszymi przynętami poza oczywiście Sliderem 10, okazały się duże wahadłówki (mi przyniosła szczęście wahadłówka zrobiona przez Wally’ego, wzorowana na Doctor Spoon - namaszczona i podarowana mi przez naszego Jurka a.k.a Jerry 2002) i oczywiście duże gumy (12-25 cm). Kolory były raczej mało ważne, chociaż większość dużych ryb jednak padła na kolory naturalne.

Większość dużych ryb została złowiona na przynęty prowadzone bardzo nieregularnie, z przestojami, w opadzie i podszarpywane różnymi technikami. Był jeden dzień, kiedy ryby reagowały najlepiej na szybko prowadzone przynęty, ale był też taki dzień, w którym ryby brały wyłącznie na bardzo wolno przemieszczające się przynęty.

Pływając za szczupakami można było dziennie zrobić łodzią od kilku do kilkunastu kilometrów. Ryby łowiliśmy w bardzo różnych miejscach. Niektóre miejsca różniły się od siebie tak bardzo, że nie można było jednoznacznie stwierdzić, w jakich miejscach następnego dnia będą znajdować się szczupaki.

Najczęściej łowiliśmy w zatokach, w których głębokość nie była mniejsza niż 0,5-0,7 m, ale łowiliśmy też w takich, w których głębokość była około 3,5m. Patrząc ogólnie na wszystko można było w każdym miejscu i w każdej zatoce złowić pojedynczego szczupaka. Ale na szkierach nie o to chodzi. Trzeba znaleźć zatoki, gdzie można z jednego miejsca wyciągnąć od kilku do kilkudziesięciu ryb.

Najbardziej urokliwą zatoką była zatoka Jeziorko i zatoka Krowie Głowy. Pierwsza wyglądała jakby ukryte w lesie jeziorko, porośnięte dookoła lasem, pasem trzcin i zielska. Druga wyglądała bardzo surowo i mrocznie - wszędzie otaczał ją skalny brzeg, kamieniste wyspy i ogromny pas jeszcze niewynurzonych trzcin.

Bardzo dużo ryb złowiliśmy w zatoce Pod mostkiem i w nowo odkrytej zatoce Lalusia. Tam ryby wyjmowaliśmy spod pasa trzcin i zielska. Jednak największe ryby padły w zatoce Żoliborz. Była to bardzo rozległą zatoka i bardzo nietypowa. Odkryli ją koledzy z Żoliborza podczas jeden z wypraw z Andrzejem. Zatoka ta niestety wymaga dużego samozaparcia i braku rezygnacji po długim łowieniu bez brań. Ryby brały tam falowo. Brania trwały zazwyczaj 30 minut i ustawały, ale wnikliwe obławianie zatoki przynosiło piękne sukcesy.

Teraz z ciekawostek.

- bardzo skuteczne okazały się slidery 10 w wersji S. Tutaj przewagę w technice prowadzenia miała tzw. metoda warszawska (tu należy wyróżnić Remka, którego uważam za jednego z pomysłodawców tej metody), czyli powolne prowadzenie jerka połączone z techniką "opadu". Kilka podciągnięć, opad przynęty i to wszystko zmieniane w zależności od głębokości i rodzaju łowiska, Metoda była przez nas modyfikowana na różne sposoby. Raz wolniej, raz szybciej, więcej opadu lub mniej, itd. Dla ciekawostki - Andrzej prowadząc slidera nie używał w ogóle wędziska tylko nadawał jerkowi pracę samym multiplikatorem (przy okazji mogę zademonstrować). Technika z opadem okazała się najskuteczniejsza, jeżeli chodzi o łowienie sliderem.

Na początku wyprawy, po opowiedzeniu przeze mnie Andrzejowi o tej metodzie uważał on, że nie będzie ona skuteczna. Powiedziałem mu tylko jedno - Andrzej popróbuj sliderem w opadzie, a gwarantuję ci, że będzie skuteczny! I co? Popróbował i złowił tą techniką, na opadającego jerka, szczupaka 118 cm. Złowił go na SD10S RSH, którego zresztą mu podarowałem i którego później zerwał.

- zawiodły mnie natomiast jerki Jack'i, na które nie złowiłem ani jednej ryby. Sam nie wiem, dlaczego bo nawet na wyjazdach z Mateo i Hunterem, na łowiskach w Polsce łowiłem na te jerki szczupaki, a najlepszym przykładem są ponad metrowe szczupaki Karambusa złowione na Jacka w mazurskich jeziorach.

Na szkierach, w zatokach, w których było sporo (55 - 60 cm) szczupaków aż chciało się łowić Jackiem, ale niestety nic na niego nie padło. Do dzisiaj zastanawiam się, jaka jest przyczyna braku brań na Jacka. Pepe po powrocie, z Nynashamm też wspominał o znikomej ilości brań na te jerki. Dlaczego? Przypominacie chyba sobie, że parę szczupaków złapał Rafał u nas na zlocie.

- W czasie pływania po zatokach Roslagen obserwowałem piękną przyrodę. Widziałem sporo pięknych ptaków. Jednego dnia widzieliśmy kilka ogromnych orłów bielików, które zresztą były kiedyś tam wsiedlone. Widzieliśmy także duże, polujące rybołowy oraz inne ptaki w tym wielkie gęsi, duże mewy i inne ciekawe gatunki.

- Ciekawe było też to, że wiele dużych Szczupaków ( w tym ten 125 cm) miały potężne rany na swoim ciele. Nasza teoria twierdziła, że były to rany po atakach orłów bielików oraz rany po atakach 150 kg fok, które zapędzają się na wiosnę w te rejony aż z oceanu, z zatoki Botnickiej.

- Ciekawostką są też niektóre aspekty prawne mieszkających na Roslagen Szwedów. Każda rodzina raz do roku może upolować jednego łosia. Łosie to potężne zwierzaki, których waga waha się mniej więcej 500 - 800 kg. Upolowanie takiego zwierza to wielka sztuka, a zapas mięsa na wiele miesięcy.

Szwedzi mogą łowić ryby na wszelkie metody, jakie można wymyślić, mogą łowić na wędki, sieci itp. Ale każdy z nich od wieków wie, co oznacza umiar i poławiane ryby są tylko na potrzeby bieżącego jedzenia.

Nie wiem, dlaczego (według mnie dziwaczne zachowanie, bo szczupak to wspaniała, sportowa i waleczna ryba) Szwedzi aż gardzą łowieniem szczupaków, twierdząc, że w ogóle nie jest to sportowa ryba. Na 500 wędkarzy może jeden łowi szczupaki. Oni uważają, że prawdziwe łowienie to wyłącznie ryby łososiowate, których zresztą u nich nie brakuje. Łowienie łososi i troci w morzu oraz pstrągów w rzekach to ich wędkarskie hobby. Dużą wagę przykładają do sportowego łowienia sandaczy na trolling. Ich pasją jest łowienie śledzi, które kulinarnie ustępują miejsca tylko łososiom!

- podczas całego pobytu widziałem tylko dwie przepływające, prawdopodobnie szwedzkie ekipy wędkarskie, które były nastawione na łowienie szczupaków. Całkowity brak wędkarzy w granicach kilkunastu kilometrów to na Roslagen norma.

- Jednego dnia popłynęliśmy z Andrzejem do tzw. "Przesmyku Śledziowego". Za namową Andrzeja zdecydowaliśmy się zmontować specjalne zestawy śledziowe i połowić te rybki. Głębokość osiągała około 40 m. Przez jakieś 20 min. pływając w lekkim dryfie złowiliśmy około 60 konsumpcyjnych śledzi. Takie łowienie to bardzo ciekawe doświadczenie. Brania śledzi są bardzo śmieszne, a komplet siedmiu śledzi naraz na wędce to wspaniałą sprawa.

- Chciałbym wspomnieć, że jedzenie, które było podawane przez Andrzeja i jego żonę było wyśmienite. Tak wielu i tak dobrze przyrządzonych potraw z ryb nie jadłem jeszcze nigdy.

- Oczywiście wszystkie okazy wróciły z powrotem do wody, jak zresztą większość złowionych ryb. Podczas całego pobytu zabraliśmy około 10 - 12 szczupaków 55 - 65 cm – (przekonałem kolegów do wypuszczania sztuk większych, chociaż o okazach nawet nie trzeba było im wspominać, sami chętnie je wypuszczali). Zabrane ryby były tylko i wyłącznie na potrzeby bieżącego jedzenia. Trzeba było w końcu coś jeść.

- Podczas obławiania jednej z zatok miałem krótką sprzeczkę z Andrzejem, która zakończyła się 15 minutową chwilą ciszy. Robert, który towarzyszył nam na łodzi zamilkł i przysłuchiwał się z zaciekawieniem naszej wymianie zdań. Musieliśmy z Andrzejem wyjaśnić sobie kilka kwestii na temat używanego sprzętu oraz technik połowu szczupaków. Nie będę pisał szczegółów, ale myślę, że trochę racji miał zarówno Andrzej (zwolennik delikatniejszych oraz bardziej przestarzałych metod), jak i ja - zwolennik nowoczesnych sposobów łowienia.

- Wspaniałą sprawą, którą obserwowałem pierwszy raz w życiu na tak wielką skalę było odbywające się tarło szczupaków. Nawet trudno to opisać. Widok ponad metrowych samic z przyklejonymi do ich cielska kilkoma mniejszymi samcami to po prostu cudowna sprawa. Widok, który zapierał dech w piersiach. To coś wspaniałego! Każdy wędkarz powinien zobaczyć coś takiego, chociaż raz w życiu!

- Stały tekst Andrzeja, często powtarzany podczas wyprawy: „Na dalekiej północy nic nie może się zmarnować".

O powrocie nie będę pisał, bo szkoda, że wyprawa trwała tak krótko. Powiem jeszcze tylko, że uczestnicy wyprawy byli bardzo fajni i mili, nawiązaliśmy wspólne kontakty i umówiliśmy się na kolejne, wspólne wyjazdy na ryby. Dzięki za miłe chwile spędzone razem.

Sebastian „rognis_oko” Kalkowski

Zamów nasz Newsletter

Validatory

Valid HTML Valid CSS