pl en

SALMO - Szwedzkie przygody malego slidera

[foto/] - artykuly - 0140.jpg

To był horror! Pamiętam jakby to było wczoraj. Kiedy poczułem ogromne, zaciskające się wokół mnie zębiska i przerażającą czeluść paszczy szwedzkiego szczupaka, przed moimi oczyma przeleciało mi całe moje życie w tempie krótkometrażowego filmu ...

Kiedy się urodziłem i opuściłem bezpieczną i przytulna formę, byłem jednym z setek wiszących na stelażach Sliderów. Nie miałem jeszcze barwnego ubranka, nie miałem nawet oczu, którymi mógłbym oglądać ten nowy, dla mnie, świat. Bliskość moich sióstr i braci wyczuwałem instynktownie. Muszę Wam powiedzieć, że czułem się strasznie nagi i bezbronny. Przecież nie miałem zamocowanych kotwic, którymi mógłbym się bronić - byłem nagi i bezbronny!

Po pewnym czasie, kiedy już "odgazowałem" - ciekawe co oni mieli na myśli mówiąc, że już "odgazowałem"? Przecież nigdy nie piłem, więc nie mogłem mieć kaca? No nieważne, kiedy "odgazowałem" dostałem - w końcu! - wymarzone ubranko i oczka. Ależ byłem zdziwiony, że moi bracia i siostry wyglądają inaczej niż ja. To, że nie wszyscy z nas mieli takie same ubranka nie dziwiło mnie, w końcu jesteśmy jedną wielką rodziną i każdy ma swój gust. Ale niektórzy z nas byli mniejsi niż ja. No dobra, miałem też większe od siebie rodzeństwo. Część Sliderów miała bardzo stonowane kolory ubranek a inne były bardzo pstrokate. Te kolorowce strasznie nam dokuczały, że jesteśmy ‘tacy zwykli' albo nazywali nas ‘szarymi myszkami'. One uważały się za coś bardzo specjalnego. Czas mijał i któregoś dnia otrzymaliśmy nasze wymarzone kotwice! A co najważniejsze, wszyscy poszliśmy na kurs pływania. Było świetnie! Nasi instruktorzy doprowadzili nasz styl do perfekcji, otrzymaliśmy certyfikaty i stopień glidera, co oznaczało, że jesteśmy w olimpijskiej formie i będziemy startować indywidualnie, jako imitacja ryby, w kategorii jerkbait.

Teraz się zaczęły prawdziwe jaja. Bo jak nam tylko o tym oznajmiono, to myśmy się śmiali a kolorowcy ucichli. Co jak co, ale ja nigdy nie słyszałem o rybach z upierzeniem papugi! Aha, zapomniałem Wam powiedzieć, że moje ubranko miało kolor Grey Silver.

Kiedy mnie zapakowano w dopasowany blister, ruszyłem na podbój świata - ‘Go west young men!'. Po kilkunastogodzinnej podróży znalazłem swój nowy dom w regałach Angel Ussat. Choć sklep Uli Beyera znajduje się w Dortmundzie, to w regałach Salmo nadal rozmawia się po polsku. Zresztą każda sztuczna przynęta rozumie wędkarską łacinę.

Po kilku dniach spędzonych w regałach marzyłem o pierwszym spotkaniu z prawdziwą rybą. I choć dobrze wylądowałem, bo z podsłuchanych rozmów wędkarzy wynikało, że wielu z nich łowi w pobliskiej Holandii, to jednak marzyłem o czymś innym, o czymś specjalnym - o prawdziwym, wędkarskim eldorado.

No i moje sny stały się jawą! Czteroosobowa grupa stukniętych wędkarzy robiła ostanie zakupy, przed wyjazdem do Szwecji. Kiedy usłyszałem: ‘Pitt, którego Slidera byś kupił?' zacząłem prężyć moje muskuły i błyskać grotami kotwic. Chciałem za wszelką cenę zwrócić ich uwagę na siebie! I kiedy Pitt powiedział: ‘Weź tego!' wskazując na mnie, moje oczy zabłyszczały a serce podskoczyło z radości. Yeah!

I znowu podróż. Tym razem na północ. Żegnajcie Niemcy - witaj Danio! Żegnaj Danio - witaj Szwecjo! Po osiągnięciu naszego łowiska czekałem w napięciu na pierwsze wędkowanie. Minęły dwa dni, podczas których strasznie się niecierpliwiłem i podczas których wszystkie sprawdzone, zeszłoroczne przynęty zawiodły albo nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Nadszedł mój czas. Kiedy mnie rozpakowano i wpięto w agrafkę tytanowego przyponu poczułem lekki dreszczyk emocji. Obawiałem się, czy aby nie zapomniałem jak się pływa. Raz kozie śmierć! Chlup i już byłem w swoim żywiole. Raz w lewo, raz w prawo, w dół, w bok ... krotki odpoczynek na rozluźnienie mięśni brzucha i znowu w lewo ... jejku, jaka to frajda! Jak ja lubię pływać! Jak to odpręża! ‘Auuaaa!!! A dlaczego ty mnie gryziesz?!' wykrzyczałem szczupakowi prosto w twarz. Ale ten nic, zero reakcji, dalej we mnie wali jak wściekły. No więc nastroszyłem kotwice i dałem znać, że coś mnie bierze. Trach! Kotwice zahaczyły szczupaka i teraz on zaczął się bronić. ‘Hehe, trzeba było ze mną nie zaczynać!'

Po kilku dniach wiedziałem jak skusić nawet najbardziej ospałe szczupaki. Przestałem się ich bać i łapałem je jak na taśmie. Ale to była zabawa! Od czasu do czasu dostawałem nowe kotwice bo niektóre ryby połykały mnie tak łapczywie i głęboko, że wędkarze łowiący mną, obcinali haki i wyciągali mnie przez skrzela!

Aż do tego zwrotnego dnia, kiedy poznałem co to prawdziwy strach. Marcel złapał na mnie wielką szczupaczycę ... to właśnie jej paszcza i jej zębiska cofnęły całe moje życie, jak na taśmie magnetowidu. Jednakże wziąłem się w garść i po kilku minutach walki rozłożyłem przeciwniczkę na łopatki ... sorry na płetwy! KO! And the winner is me!

Ostatniego dnia łowił mną Pitt. Starałem się jak mogłem, ale niestety nie uwiodłem żadnej metrówki. Szkoda, bo to on mnie odkrył na sklepowym regale. Ale w nagrodę przyniosłem mu grubiutka 87-ke, która dwa razy podchodziła do jednego z moich braci kolorowców ...

Teraz już wiem, że nie ma na mnie mocnych i że potrafię uwieść każdą, nawet największą, szczupaczycę! A to, że kocham Szwecje, rozumie się samo przez siebie. Ja jeszcze tam wrócę, po zgrupowaniu treningowym w Holandii ...

Mam tam kilka otwartych rachunków!

Piotr Flor

Zamów nasz Newsletter

Validatory

Valid HTML Valid CSS